Akcja etykieta – jogurt naturalny

Od jakiegoś czasu zastanawiałam się jak zrobić użytek z tego, że nałogowo sprawdzam etykiety produktów które kupuję. W końcu wpadłam na pomysł „akcji etykieta” – serii wpisów w których będę Wam pokazywać co właściwie kryje się w produktach które na co dzień kupujecie. Dziś pierwszy wpis z tej serii, a będzie on dotyczył czegoś co pewnie wielu z nas przychodzi do głowy gdy myślimy o zdrowym jedzeniu – tak dziś będzie o jogurcie.

Ale od początku…

Aby otrzymać jogurt do świeżego mleka (lub śmietany) dodawane są bakterie (kultury bakterii) mlekowe (np. Lactobacillus bulgaricus lub Streptococcus thermophilus). Powodują one fermentację mleka, w wyniku której laktoza (cukier zawarty w mleku) zamieniany jest na kwas mlekowy, który powoduje koagulację białek występujących w mleku (objawia się ona gęstnieniem mleka) i nadaje jogurtowi jego specyficzny smak.

Zatem aby powstał jogurt wystarczą mleko i bakterie. I rzeczywiście część produktów, które znajdziecie w sklepie będzie zawierała tylko te dwa składniki. Producenci w składzie takich „wzorcowych” jogurtów umieszczają tylko mleko (tak jak w jogurcie Milbona z Lidla), podają, że w produkcie są jakieś kultury bakterii (FigAnd) a czasem wymieniają nawet jakie bakterie zostały użyte (jogurt Total, o ile się nie mylę do dostania też w Polsce). À propos greckiego jogurtu Total – moja znajoma Greczynka stwierdziła, że to najbardziej przypominający „prawdziwy” grecki jogurt jaki udało się jej kupić poza Grecją, myślę, że to świetna rekomendacja – i do tego ten skład.

Niestety, nie zawsze jest tak idealnie jak w tych kilku zaprezentowanych przykładach. Dodatkowe składniki, które możecie znaleźć w jogurtach naturalnych to białka mleka, serwatka i mleko w proszku. Są one dodawane głownie po to aby zmienić konsystencję jogurtu i go zagęścić. Białka mleka czy serwatka nie budzą aż takich kontrowersji (choć niektórzy mogą być na nie uczuleni), jednak mleko w proszku to składnik zdecydowanie zbędny. No i tak na prawdę nie wiemy co znajduje się w jego składzie. Jedno jest pewne – jest to produkt wysoce przetworzony i może zawierać takie dodatki jak na przykład substancje przeciwzbrylające. Dlatego mleku w proszku dodawanemu do jogurtów mówimy zdecydowane NIE. A jak pokazują inni producenci (chociażby ci wymienieni powyżej) da się bez niego obejść.

A co z jogurtami owocowymi? To już odmienna historia. To co w nich można znaleźć może zjeżyć włosy na niejednej głowie, ale o tym będzie następnym razem.

PS. Dziękuję siostrom mym, które w robieniu zdjęć pomagały.

PS.2. Część prezentowanych produktów ma etykiety w języku angielskim (z racji tego, że mieszkam w tej chwili w Anglii) ale mam nadzieję, że nie będzie to problemem dla większości z Was.

PS.3. Ten post to nie test produktów, a pokazanie co właściwie znajduje się w ponoć „naturalnym” jogurcie naturalnym 🙂

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *